Szybki Newsletter

SZYBKI NEWSLETTER

- nowe tytuły postów! z tagiem z fandomem, żeby nie było niespodzianek, jako że mi się tych fandomów narobiło a narobiło
- na samym dole strony jest lista tagów, a nad nią dodałam wyjaśnienia do niektórych tagów, bo już mnie ludzie pytali

- jeśli ktoś chce, a np. nie może wykorzystać tego czegoś pod spodem, co się nazywa "Subskrybuj" (bo byli ludzie, co mieli z tym problemy), to zostało mi jeszcze 9 miejsc dla powiadomień na e-maila (czyli podajecie mi maila, ja go tu wpisuję, i każda opublikowana notka będzie wam wysyłana... no. Ma to sens?)

niedziela, 24 lipca 2011

[Kuroshitsuji] O co chodzi? (Sebastian x Eleonora) dla Ith

W półmroku pokoju błyszczało światło kryształowych kandelabrów z holu, odbite od wielkiego, zdobionego srebrem lustra nad toaletką. Było akurat na tyle jasno, żeby ujrzeć rozmazane kształty dwóch kobiet: jedna z nich pudrowała sobie siniec na skroni, druga wylegiwała się na łożu z kolumienkami, okrytymi na wpół prześwitującym, koronkowym baldachimem, i czytała książkę. Otulona była w koszulkę nocną z tiulu i koronki, która w żaden sposób nie zakrywała jej pięknego ciała.
- Elviro - rzekła nagle, - pójdź, proszę, do naszych gości i poproś do mnie lokaja hrabiego Phantomhive'a.
- Tak jest, pani - służąca jeszcze ostatni raz przejrzała się w lustrze i stwierdziła, że puder nic a nic nie pomógł, zanim wysunęła się z pokoju i prędko ruszyła w stronę skrzydła dla gości.
 - Panie Sebastianie? - zawołała, ale nie było odpowiedzi. Kiedy pukanie i wołanie nie pomogło, Elvira otworzyła drzwi jednym z pęku kluczy, który miała przy sobie. Pokój był pusty. Choć wiedziała, że nie powinna, dziewczyna zajrzała do sąsiadującego pomieszczenia, lecz tu także nie było nikogo poza hrabią Phantomhivem śpiącym spokojnie w swoim łożu. Zamknęła drzwi najciszej jak potrafiła i odwróciła się, by odejść, nieomal wpadając na lokaja.
- Co ty tu robisz? - zapytał zaskakująco spokojnie.
- Moja pani prosi cię do siebie - odparła Elvira z przepraszającym uśmiechem, konstatując, że Sebastian miał na sobie tylko wyprasowane w kant spodnie i koszulę z podwiniętymi rękawami. Na jednej z szafek stał pięknie przybrany deser i Elvira wiedziała już, gdzie jej gość był i co robił.
- Oczywiście - Sebastian sięgnął po frak, wiszący na jednej z kolumienek łóżka, ale Elvira chwyciła jego dłoń.
- To nie będzie konieczne.
Przez moment patrzył na nią dziwnie, jego czerwony wzrok wciskał się natrętnie w jej jasnoszare tęczówki; potem - wzruszył ramionami i dał jej się poprowadzić na korytarz i ku komnacie baronowej.
- Co ci się stało? - zagadnął, ale Elvira nie widziała potrzeby odpowiadania na oczywistości. Sebastian pokiwał głową.
- Uważam, że to straszne, że ona tak cię maltretuje - rzekł.
- Uważam, że to nie twoja sprawa. Pani to lubi, więc jej na to pozwalam. Twój panicz lubi słodycze, więc o północy łazisz po obcej rezydencji i przygotowujesz mu desery. Ale czy ja cię krytykuję?
Sebastian postanowił to przemilczeć i szli bez słowa aż do pięknych, zdobionych srebrem drzwi. Gdy Elvira otworzyła drzwi, snop światła poszerzył się i przesunął, i zabłyszczał w diamentowej spince na pięknych, płomiennie rudych włosach. Eleonora na ten znak uniosła wzrok znad książki i gestem poprosiła Sebastiana, aby podszedł bliżej.
- Czy życzysz sobie czegoś jeszcze, pani? - zapytała Elvira i zaraz wycofała się z ukłonem, kiedy jej pani energicznie pokręciła głową, uśmiechając się do gościa coraz szerzej. Podobał jej się w ten sposób, w na wpół rozpiętej koszuli i z włosami roztrzepanymi odrobinę bardziej niż zwykle. Był taki... męski, jakby ni stąd, ni zowąd. A to, że wcale nie musiał jej słuchać i spełniać jej zachcianek, podniecało ją jeszcze bardziej.
Przysiadła na piętach i wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, łapczywie chłonąc wzrokiem każdy cal jego ciała. Nagle zbliżyła się do niego na czworakach, jej wypięte pośladki odcinające się jasnym materiałem koszulki na ciemnej pościeli, i rozpięła mu koszulę do końca. Choć wpatrywała się w niego pożądliwie, jakby grożąc, że zaraz go zgwałci, Sebastian był niewzruszony.
Eleonora wspięła się po nim jak kociak ostrzący sobie pazury i uczepiła się jego ramion, ocierając się wargami o jego usta. Uniosła na niego wzrok i nieomal rozpłynęła się pod jego spojrzeniem; zawierało bowiem kwintesencję jego demonicznej natury: grzech, zepsucie i pożądanie.
- Rozbierz się, słonko - szepnęła mu do ucha, zsuwając koszulę z jego ramion, ale Sebastian wciąż stał w bezruchu. - Rozluźnij się. Twój panicz śpi, więc możesz sobie użyć. No chodź.
Zarzuciwszy mu ręce na szyję, wpiła mu się w kark i w końcu wbiła zęby w jego skórę. Sebastian syknął i oderwał ją od siebie, rzucając ją na pościel.
- Mmm, gramy ostro? - uśmiechnęła się zadziornie, obserwując, jak ciska koszulą o podłogę. Łóżko uginało się nieznacznie, kiedy począł powoli zbliżać się do niej na kolanach, z jedną ręką już drapiącą paznokciami jej łydkę i udo. Mruknęła zachęcająco, spinając się z bólu, i rozłożyła nogi szerzej, jakby pozwalając mu ułożyć się między nimi, ale nie skorzystał. Ściągnąwszy zębami drugą rękawiczkę i wypluwszy ją na podłogę, chwycił mocno jej biodra i szarpnął je do góry, przewracając ją na brzuch. Zakopała twarz w poduszce, by przez moment ukryć zadowolony uśmiech, a potem obróciła głowę i spojrzała na niego na pół przestraszonym, na pół niepewnym wzrokiem, w którym jednak czaił się figlarny błysk.
- Ach, lokaju! - pisnęła, kiedy wtoczył się w nią całą swoją grubością, niemalże rozdzierając ją głęboko w środku. Ale był to przyjemny, ostry ból, który pamiętała z czasów swojego dzieciństwa - znieczulający, oczyszczający, odcinający od rzeczywistości. Ból, który kochała tak bardzo, że potrafiła dla niego szargać się wielokrotnie na własne życie, przynajmniej dopóty, dopóki nie odkryła jego jeszcze przyjemniejszej wersji. Teraz nie potrafiła wyobrazić sobie ani jednego wieczoru bez jakiegoś wielkiego kutasa, rozszarpującego ją na strzępy w swojej zachłannej wędrówce do wnętrza jej istoty.
Ten tutaj... to był jeden z większych, jakie miała w sobie. Za każdym razem, gdy się cofał, zamykała się za nim, jakby jej ścianki zasysała próżnia, i za każdym razem, gdy ją na siebie nabijał, rozwierał ją gwałtownie na nowo jak taran przeciskający się przez wrota. Uwielbiała to, jak zawsze wracała do swojej poprzedniej ciasnoty i jak przy każdym następnym mężczyźnie czuła się niesplamioną dziewicą. Lubiła myśleć, że to właśnie odróżniało ją od innych i z pewnością byłoby cechą, która zapadałaby w pamięć jej kochankom, gdyby którykolwiek miał szansę przespać się z nią ponownie.
- Ach, jeszcze, jeszcze! - błagała, ale jej piski chyba nie spodobały się lokajowi, bo przyspieszył i wzmocnił swoje uderzenia, kompletnie odbierając jej dech w piersiach. Teraz nie mogła już krzyczeć, mogła tylko łapczywie łapać uciekające jej z płuc powietrze i modlić się, żeby teraz nie przestał. Przecież była jeszcze tak daleko od zaspokojenia.
Poderwała się i naparła na niego, zmuszając go do przysiadu na piętach, po czym zaczęła bić o niego biodrami, wbijając w siebie jego męskość.
- Od... pocz... nij... tro... chę... - wysapała z trudem, rozkoszując się tym przejmującym uczuciem pełności, które wykradało jej zawsze cały rozsądek. Krótkie, urywane jęki wyrywały jej się z ust, a dłonie rytmicznie zaciskały na pościeli i włosach Sebastiana.
- Tak, tak, jeszcze tylko... trochę... - zacisnęła zęby i już pozwoliła porwać się tej powodzi, która wdzierała się do jej umysłu, kiedy nagle lokaj spiął mięśnie; ułamek sekundy później wylądowała na podłodze i z bezbrzeżnym zdziwieniem wpatrywała się zatrzaśnięte drzwi.
- A... ale o co chodzi?


Okej, zdecydowanie przegięłam z poetyckością .___.

sobota, 30 października 2010

Nota informacyjna...

...czyli czemu jestem tak cholernie leniwa.

Niektórych z was, moi drodzy niewidzialni czytelnicy, może interesować, dlaczego z lekka od miesiąca żadne słowo nie ukazało się na tym biednym, osamotnionym blogu. Powód jest prosty: zapomniało mi się.

Tak, zapomniało mi się. Nie to, że zrobiło mi się za leniwie czy że szkoła zaczęła o sobie przypominać (znaczy, no, to też), tylko zapomniało mi się. DeviantArt, skurwiel jeden, pożarł mój czas i nie chce go zwrócić. Ale przypomniałam sobie, moi drodzy, dzięki niechaj będą wszystkim bogom, i wpisałam Hentai na listę moich rzeczy do zrobienia (zawierającą, lekko licząc, 60 pozycji, ekhem, ekhem).

Jeśli los i Foobar na to pozwolą, być może w niedługim czasie napiszę coś bardziej wartościowego *wybucha sarkastycznym śmiechem*
Ponadto, jak co bardziej spostrzegawczy z was mogli zauważyć, odbudowały się moje stosunki z Ith, więc przy odrobinie szczęścia, pomyślimy i nad Krytyką. Na razie zostaje ona wciąż w fazie spekulacji.

*śmie naiwnie mieć nadzieję, że usłyszy wybuch radości i zobaczy obietnice oczekiwania na nadchodzące zmiany napisane przez wiernych czytelników*

PS. Ciekawić was może, co ma do tego Foobar? Otóż stworzyłam system wybierania poleceń. Polega on na tym, że każdemu poleceniu jest przypisany jeden utwór z mojej listy. Ponadto, Foobar jest ustawiony na shuffle. Jeśli trafi na utwór, który ma przypisane zadanie, robię je. Jeśli nie, gram :D
Co prawda, system ten jest zgoła wredny, bo, jak już wiecie, zadań mam 60, a utworów 140, ale ćśśśś... xP

czwartek, 30 września 2010

[HotD] Wrażenia (Takashi x Rei x Saeko)

Dzisiejsze opowiadanie zostało zamówione przez Lightera - a jest pierwsze w kolejce, bo dzięki niemu poznałam nowe zajebiste anime, Highschool of the Dead. Jak nie macie co oglądać, polecam!

Wybaczcie mi to, że jest tak cholernie okropnie i beznadziejnie zakończone (cóż, mniej więcej tak samo, jak to anime >> 12 odcinków?!), ale moja Wena twórcza mnie opuściła i najwidoczniej nie ma zamiaru wrócić. Zażeram się słodyczami i smażonymi potrawami, siedzę w ciuchach większych o dwa numery i oglądam House'a, prawie że olewając szkołę - mówię wam, apokalipsa się zbliża.

Ach, i wybaczcie mi formę tego opowiadania, przez którą prawdopodobnie nie połapiecie się, o co chodzi, jeśli nie obejrzycie animca. Ale, co tam kogo obchodzi rama, seks jest najważniejszy >>


Zdało mu się, że usłyszał płacz, dochodzący z dołu. Z ręcznikiem zawieszonym na szyi cofnął się w głąb domu i, kierując się w stronę schodów, rzucił okiem na dwie kobiety i dziewczynkę, śpiące wtulone w siebie na łóżku. Klepnął Kohtę w ramię i wskazał mu balkon - szeptem dodał, że idzie sprawdzić, co się dzieje na dole. Hirano kiwnął głową i z shotgunem w ręku stanął na warcie.
Takashi szybko i bezszelestnie zbiegł po schodach tylko po to, by zaraz stanąć jak wryty przed widokiem, który jednocześnie rozpalił mu trzewia i zmroził serce przejmującym żalem.
- Rei... - tylko tyle zdołał z siebie wydusić, wpatrując się w obraz nieszczęścia, siedzący na kanapie. Dziewczyna podniosła pobrużdżoną łzami twarz i spojrzała na niego żałośnie.
- Wszystko... wszystko jest takie pokręcone... - jęknęła i zaraz jej głos opadł do szeptu tak cichego, że Takashi musiał podejść, by ją usłyszeć. - ...chałam Hisashiego. Naprawdę, naprawdę... Ale on nie żyje... a ty... ty wczoraj... i... i ja... chciałabym móc, chciałabym... ale...
- Rei - Takashi nagle zjawił się tuż przed nią, ukucnął i położył dłoń na jej ramieniu. - Przepraszam, że wczoraj na ciebie nakrzyczałem.
Dziewczyna milczała przez chwilę, wpatrując się w niego nierozumiejącym wzrokiem. Potem nagle rzuciła się na niego, a poduszka, którą dotychczas mocno tuliła, zastąpiona została jego półnagim ciałem.
- Takashi, ja... - płakała Rei. - Ja naprawdę chciałabym cię kochać, ale nie wiem, czy mogę... Czy dam radę... Ilekroć na ciebie patrzę, widzę ten moment, gdy unosisz pałkę nad zsiniałym Hisashim i... - jej gardło rozdarł głośny szloch i nie była w stanie już mówić dalej.
- Rei, błagam... - jęknął Komuro. To było za dużo dla niego, zbyt wiele. Jak mógł on, jako mężczyzna, pocieszyć tę biedną dziewczynę, kiedy jej piękne, nagie piersi rozpływały się na nim, przepełniając go obezwładniającym gorącem?
- Takashi... Takashi... przepraszam, tak bardzo przepraszam...
- Rei, o czym ty mówisz? Nic złego nie... argh...!
Jego oczy rozwarły się w przerażeniu, gdy poczuł zimno metalu na splocie słonecznym. Dziewczyna, pchnąwszy go trzymanym dotychczas nożem, wpatrywała się w niego ze łzami w oczach.
- Przepraszam, przepraszam... - szeptała. - Ty... Hisashi... nie mogłam... przepraszam...
- Rei... - tylko jej imię wyrwało się z ust Komuro, zanim wybuchnął śmiechem. Rei wpatrywała się w niego nierozumiejącym wzrokiem, szczerze przekonana, że zwariował tuż przed śmiercią. Jednak, gdy jego silne dłonie przycisnęły ją do podłogi, a twarz zawisła nad jej twarzą, dziewczyna pojęła, że Takashi nie mógł umrzeć.
- Rei, ty... - Komuro zachichotał i jednym, szybkim ruchem, wyjął nóż z jej dłoni, by odrzucić go pod szafkę w kuchni. - Powinnaś wiedzieć, że nóż do masła jest zbyt tępy, by przebić ludzką skórę. Trzeba było wybrać nóż do mięsa, jeśli naprawdę chciałaś mnie zabić. A teraz... wiesz, co będzie teraz?
W jego oczach dostrzegła ten dziwny ognik szaleństwa, który sprawia, że krew zastyga w żyłach, i jęknęła. W tej chwili naprawdę bała się, że Takashi mógł ją ukarać za to, co uczyniła. Mimo że znała go od tylu lat, bała się i...
- Takashi, przepraszam, przepraszam...! - łzy nowym strumieniem pociekły jej po policzkach. - Ja... naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieje, to wszystko sprawia, że wariuję... Takashi, proszę...
- O co?
Jej wzrok uciekł gdzieś w bok, a usta rozwarły się w niemal niedosłyszalnym szepcie.
- Proszę, nie rób mi krzywdy...
Komuro spojrzał na nią zdziwiony. To była ostatnia rzecz, o której mógłby pomyśleć. Chociaż ta dziewczyna doprowadzała go do szału swoim ględzeniem o martwym już Hisashim, chociaż sama usiłowała go zabić - i tak nie mógłby obudzić w sobie chociaż iskry nienawiści do niej.
- Rei... spójrz na mnie - balansując ciężarem ciała, uniósł na siebie jej twarz i wbił wzrok w jej wielkie oczy. - I nie opowiadaj głupot.
Ona nie była w stanie odpowiedzieć, uwiesiła mu się tylko na szyi, łkając cichutko. Nie wiedziała już, co powinna ze sobą zrobić, z jednej strony kochała Hisashiego i naprawdę w tej chwili chciała, żeby żył, ale z drugiej... Takashi sprawiał, że ogarniało ją to dziwne uczucie, jakby fala gorąca rozpalała jej trzewia i chyba... chyba pragnęła, by to uczucie nie ustępowało w trwaniu.
Ręka Takashiego nie zniosła nacisku i ten opadł nagle na łokieć. Zdążył jeszcze tylko podłożyć dłoń pod głowę Rei, zapobiegając jej uderzeniu o deski parkietu, zanim sam przycisnął ją do nich swoim ciężarem.
- Uch, wybacz... - szepnął, usiłując się podnieść, ale ona, czerwieniąc się szkarłatnym odcieniem, przycisnęła go do siebie.
- Nie... - mruknęła. - W porządku. Nie odchodź...
Takashi uśmiechnął się delikatnie i wziął ją w swoje ramiona.

- Ah... Takashi... Takashi-kun... - Rei wiła się na okrytym jego miękką koszulą dywanie, jej policzki gorące od rumieńców, dłonie przyciśnięte do ust i piersi. Komuro patrzył na nią z zachwytem, na jej śliczną twarz i wspaniałe ciało, które wreszcie, po tylu latach, mógł pocałować, którego mógł dotykać i... i które wcześniej należało do jego najlepszego przyjaciela.
Oderwał się od dziewczyny i usiadł obok, przecierając palcami oczy. Znów to zrobił, znów dał się ponieść emocjom i przez to prawie zbezcześcił jego pamięć oraz wspomnienia ukochanej dziewczyny. Pokręcił głową. Jak mógł to zrobić? A skoro nie potrafi utrzymać nad sobą panowania, jak może sądzić, że da radę pomóc wszystkim wokół?
- Takashi...? - Rei otworzyła oczy i spojrzała na niego z mieszaniną zdziwienia i zawodu. - Dlaczego przestałeś?
- To... nie w porządku - mruknął, odwracając wzrok. - Nie powinienem tego robić, po prostu... jesteś taka piękna, Rei. Nie mogłem się powstrzymać.
Rei zaczerwieniła się i przytuliła go, ale Komuro odsunął ją od siebie.
- Ale teraz już wiem, że nie mogę - rzekł. - To podłe... wobec ciebie, wobec Hisa...
- Zamknij się już - szepnęła, przyciskając mu palec do warg, a zaraz za nim swoje usta. Takashi usiłował jej się oprzeć, tłumacząc sobie, że tak nie można, ale tylko przez chwilę. Potem przycisnął się do niej i wpił w jej usta - ich języki owinęły się wokół siebie i splotły, a oni, z przymkniętymi powiekami, oddawali się oboje temu niesamowitemu uczuciu.
- Rei... - Takashi oderwał się od niej na moment, omiatając na wpół błędnym wzrokiem jej twarz, jej rozwarte w szybkim i gorącym oddechu usta, i piękne oczy, teraz wpatrujące się w niego z miłością. Przytulił ją mocno. - Och, Rei...! Saeko-san!?
Rei obróciła głowę i wbiła przerażone spojrzenie w opierającą się o ścianę dziewczynę. Na jej twarzy widniał uśmiech, jakby podchodziła z pobłażliwością do dwojga dzieci, bawiących się w dorosłych.
- Um, Saeko-san... - Takashi chciał coś powiedzieć, ale słowa nie przechodziły mu przez gardło. Z jakiegoś powodu cała ta sytuacja była dla niego przerażająca. - My... to nie... ugh.
Saeko zaśmiała się cicho na jego próby wyjaśnienia bądź co bądź całkiem jasnej sytuacji, a Takashi poczuł, jak na policzki występują mu gorące rumieńce. Nagle dostrzegł jej twarz tuż przed sobą i, nim zdążył choćby jęknąć, Busujima wpiła się w jego usta. Rei przez krótki moment wpatrywała się w to z niedowierzaniem - już miała wybuchnąć krzykiem i odepchnąć Saeko, gdy poczuła jej dłoń na swojej piersi. Pisnęła i wtuliła się w jej miękkie ciało.
Takashi przez krótki moment zatracił możliwość myślenia i racjonalnej oceny sytuacji. Ale gdy tylko zorientował się, co to wszystko znaczy, nagle zrozumiał, że jego sytuacja jest bardziej niż doskonała.
- Saeko-san... - szepnął, odrywając się od niej, i wskazał ruchem głowy na Rei. Busujima uśmiechnęła się i wpiła w usta koleżanki, podczas gdy on rozwiązywał jej kimono. Dwie nagie kobiety obok niego, całujące się namiętnie, przyciskające swe piękne piersi do siebie nawzajem... Takashi wiedział, że dzisiejsza noc nie oszczędzi mu wrażeń.

czwartek, 16 września 2010

Ech... Takie tam marudzenie.

Osobiście sądzę, że ten post jest bez sensu, ale jak macie już gdzieś spamować, to lepiej żeby to było na bezsensownym poście, niż na opowiadaniu, pod którym ludzie, chcący je skomentować, musieliby przewijać się przez 36 komentarzy typu "Ale kupa." (Cóż, teraz już jedenaście *odkłada szufelkę*)

Ktoś sarkastycznie rzekł, że widzi tu mnóstwo czytelników. Oczywiście, że jest ich mnóstwo, wystarczy policzyć wszystkich Anonimowych, którzy skomentowali, i już wychodzi kilkanaście. W końcu, żeby wyrażać swoją jakże konstruktywną opinię, musieli przeczytać opowiadanie, a to czyni ich czytelnikami.

Prawdopodobnie ta sama osoba napisała, że "jedynej" czytelniczki, która się pokazała, także nie stać na konstruktywną krytykę. Zbyję tę osobę śmiechem. Nitki, moja droga anonimowa osobo, nie musi być stać na krytykę w komentarzach, bo przy każdym opowiadaniu serwuje mi ją na GG. Krytyka bowiem w wykonaniu Nitki jest porządna i zajmuje sporo miejsca, zdecydowanie więcej, niż jest w stanie pomieścić pojedynczy komentarz.

Z drugiej strony, w notce poprzedzającej "Uśmiech" (który był pisany na odwal i wcale nie uznaję go za popis moich umiejętności pisarskich (powinnam wrzucić "Może kiedyś wrócę"... albo "Podróż ku samotności"... albo "Wstydźcie się"... ale żadne z nich nie jest hentaiem, niestety, więc tu nie pasuje)) napisałam, że miejsce pod opowiadaniami jest na euforyczne zachwyty lub mieszanie moich opowiadań z błotem tudzież kupą, jak kto woli, ponieważ przez cały czas istnienia Hentaia (czyli dobre 4 lata, w sumie), nie spotkałam się z nikim, kto byłby w stanie napisać mi konstruktywną krytykę. No, poza Ith, ale cóż, ona jest inteligentna i dorosła, więc gdzie wam do niej...

Z jeszcze innej strony, jak już pisałam, nikt nie zmusza nikogo do czytania tutaj zamieszczonych opowiadań, także nie widzę powodu, żebyście się denerwowali. Jeśli o mnie osobiście chodzi, to jeśli mi się coś nie podoba, to po prostu to zostawiam - to, że nie odpowiada MOIM gustom, nie znaczy, że jest do dupy. De gustibus non est disputandum, jak rzecze Iulunia.

A z ostatniej strony, ciekawi mi, skąd się tyle wzięło tych "ciem", jak to słusznie i eufemistycznie określiła Nitka. Jedynym miejscem, gdzie można znaleźć link do Hentai, jest mój opis, a to oznacza, że pewnie sporą część insektów znam. Pamiętajcie tylko, moi drodzy, że gdy ćmy lecą do ognia, tracą w nim swe życie. Taka... metafora.

Á propos, Nitka, dziękuję :* Ale nie obawiaj się, na devie wygrałam przecież konkurs jednym opowiadaniem, pod drugim dostałam komentarz od krytyka literackiego, że mam całkiem dużą szansę je wydać, jeśli wprowadzę delikatne poprawki (muszę przestać być taka tajemnicza, jak zazwyczaj, i wszystko) xD Ludzie z całego świata czytają i lubią moje opowiadania. Poza tym Ith wróciła z przeprosinami i swoją miłością (choć aktualnie ma problemy marki Zepsuty Internet), więc wszystko w porządku, Iao znowu stoi twardo na nogach (przywiązana do pala, żeby nie upaść ;D) i nie pozwoli się obalić bandzie durnych dzieciaków, które potrafią jedynie 22 razy napisać "Ale kupa." i kolejne 14: "KUUUPAAA". Zasób słownictwa tychże jest zaiste imponujący.

Edycja:
Ach, zapomniałam napisać, że już wprowadziłam obrazki weryfikujące w komentarzach (chciałam tego uniknąć, ale niestety nie dano mi wyboru). Jeszcze jedna taka akcja, z ludźmi, którzy nie potrafią wypowiadać się w sposób - przynajmniej - kulturalny, a włączę moderację - i każdy komentarz będzie musiał być przeze mnie zaakceptowany, zanim pojawi się na blogu.

Swoją drogą, jestem pełna podziwu dla tych wszystkich Anonimów spod ostatniej notki: że też chciało się wam tyle pisać... Ja osobiście wolę popracować nad sobą, pouczyć się do matury z biologii albo na kurs angielskiego, zamiast marnować czas na mówienie komuś, że nie powinien dalej pisać, kiedy wiem, że i tak ten ktoś ma gdzieś moje zdanie.

Edycja 2.:
O, właśnie zauważyłam, że pod poprzednią notką ktoś przyczepił się do emotek w komentarzu Nitki, sugerując, że niby świadczą o jej niskim poziomie umysłowym. O BORZE, naprawdę... Ja także nie popieram używania emotek w tekstach literackich, jak opowiadaniach czy referatach, ale, do diabła, komentarz to nie jest tekst literacki! (Wystarczy spojrzeć na te 36, które usunęłam.)

Otóż, moi drodzy, emotki są po to, żeby ułatwiać sobie życie, tak samo zresztą jak wszystkie skróty itp. (o właśnie), które przecież funkcjonują i są używane przez wykształcone osoby. Wyobraźcie sobie, że piszecie komentarz, a nie ma czegoś takiego, jak emotki:
xD = "Uśmiecham się radośnie po przeczytaniu twojego tekstu!"
:DD = "Ach, twój dowcip sprawił, że zaśmiałam się wniebogłosy!"

Albo: "Dziewczyno, jesteś niesamowita, właśnie siedzę przed monitorem z wielkim uśmiechem na twarzy i wybucham śmiechem raz po raz! Chciałabym uśmiechnąć się do ciebie w całkiem przychylny sposób, ale twoje dziecinne zachowanie sprawia czasami, że marszczę brwi lub przewracam oczami. Ten komentarz byłby o połowę krótszy, gdybym wyraziła go przy pomocy emotek, ale niestety, pewien Anonimowy tego zabrania..."