...czyli czemu jestem tak cholernie leniwa.
Niektórych z was, moi drodzy niewidzialni czytelnicy, może interesować, dlaczego z lekka od miesiąca żadne słowo nie ukazało się na tym biednym, osamotnionym blogu. Powód jest prosty: zapomniało mi się.
Tak, zapomniało mi się. Nie to, że zrobiło mi się za leniwie czy że szkoła zaczęła o sobie przypominać (znaczy, no, to też), tylko zapomniało mi się. DeviantArt, skurwiel jeden, pożarł mój czas i nie chce go zwrócić. Ale przypomniałam sobie, moi drodzy, dzięki niechaj będą wszystkim bogom, i wpisałam Hentai na listę moich rzeczy do zrobienia (zawierającą, lekko licząc, 60 pozycji, ekhem, ekhem).
Jeśli los i Foobar na to pozwolą, być może w niedługim czasie napiszę coś bardziej wartościowego *wybucha sarkastycznym śmiechem*
Ponadto, jak co bardziej spostrzegawczy z was mogli zauważyć, odbudowały się moje stosunki z Ith, więc przy odrobinie szczęścia, pomyślimy i nad Krytyką. Na razie zostaje ona wciąż w fazie spekulacji.
*śmie naiwnie mieć nadzieję, że usłyszy wybuch radości i zobaczy obietnice oczekiwania na nadchodzące zmiany napisane przez wiernych czytelników*
PS. Ciekawić was może, co ma do tego Foobar? Otóż stworzyłam system wybierania poleceń. Polega on na tym, że każdemu poleceniu jest przypisany jeden utwór z mojej listy. Ponadto, Foobar jest ustawiony na shuffle. Jeśli trafi na utwór, który ma przypisane zadanie, robię je. Jeśli nie, gram :D
Co prawda, system ten jest zgoła wredny, bo, jak już wiecie, zadań mam 60, a utworów 140, ale ćśśśś... xP
...autorstwa Alabastrowej, znanej również jako Harmonia Chimera. Uwaga, fanfiction!
Szybki Newsletter
- nowe tytuły postów! z tagiem z fandomem, żeby nie było niespodzianek, jako że mi się tych fandomów narobiło a narobiło
- na samym dole strony jest lista tagów, a nad nią dodałam wyjaśnienia do niektórych tagów, bo już mnie ludzie pytali
- jeśli ktoś chce, a np. nie może wykorzystać tego czegoś pod spodem, co się nazywa "Subskrybuj" (bo byli ludzie, co mieli z tym problemy), to zostało mi jeszcze 9 miejsc dla powiadomień na e-maila (czyli podajecie mi maila, ja go tu wpisuję, i każda opublikowana notka będzie wam wysyłana... no. Ma to sens?)
sobota, 30 października 2010
czwartek, 30 września 2010
[HotD] Wrażenia (Takashi x Rei x Saeko)
Dzisiejsze opowiadanie zostało zamówione przez Lightera - a jest pierwsze w kolejce, bo dzięki niemu poznałam nowe zajebiste anime, Highschool of the Dead. Jak nie macie co oglądać, polecam!
Wybaczcie mi to, że jest tak cholernie okropnie i beznadziejnie zakończone (cóż, mniej więcej tak samo, jak to anime >> 12 odcinków?!), ale moja Wena twórcza mnie opuściła i najwidoczniej nie ma zamiaru wrócić. Zażeram się słodyczami i smażonymi potrawami, siedzę w ciuchach większych o dwa numery i oglądam House'a, prawie że olewając szkołę - mówię wam, apokalipsa się zbliża.
Ach, i wybaczcie mi formę tego opowiadania, przez którą prawdopodobnie nie połapiecie się, o co chodzi, jeśli nie obejrzycie animca. Ale, co tam kogo obchodzi rama, seks jest najważniejszy >>
Zdało mu się, że usłyszał płacz, dochodzący z dołu. Z ręcznikiem zawieszonym na szyi cofnął się w głąb domu i, kierując się w stronę schodów, rzucił okiem na dwie kobiety i dziewczynkę, śpiące wtulone w siebie na łóżku. Klepnął Kohtę w ramię i wskazał mu balkon - szeptem dodał, że idzie sprawdzić, co się dzieje na dole. Hirano kiwnął głową i z shotgunem w ręku stanął na warcie.
Takashi szybko i bezszelestnie zbiegł po schodach tylko po to, by zaraz stanąć jak wryty przed widokiem, który jednocześnie rozpalił mu trzewia i zmroził serce przejmującym żalem.
- Rei... - tylko tyle zdołał z siebie wydusić, wpatrując się w obraz nieszczęścia, siedzący na kanapie. Dziewczyna podniosła pobrużdżoną łzami twarz i spojrzała na niego żałośnie.
- Wszystko... wszystko jest takie pokręcone... - jęknęła i zaraz jej głos opadł do szeptu tak cichego, że Takashi musiał podejść, by ją usłyszeć. - ...chałam Hisashiego. Naprawdę, naprawdę... Ale on nie żyje... a ty... ty wczoraj... i... i ja... chciałabym móc, chciałabym... ale...
- Rei - Takashi nagle zjawił się tuż przed nią, ukucnął i położył dłoń na jej ramieniu. - Przepraszam, że wczoraj na ciebie nakrzyczałem.
Dziewczyna milczała przez chwilę, wpatrując się w niego nierozumiejącym wzrokiem. Potem nagle rzuciła się na niego, a poduszka, którą dotychczas mocno tuliła, zastąpiona została jego półnagim ciałem.
- Takashi, ja... - płakała Rei. - Ja naprawdę chciałabym cię kochać, ale nie wiem, czy mogę... Czy dam radę... Ilekroć na ciebie patrzę, widzę ten moment, gdy unosisz pałkę nad zsiniałym Hisashim i... - jej gardło rozdarł głośny szloch i nie była w stanie już mówić dalej.
- Rei, błagam... - jęknął Komuro. To było za dużo dla niego, zbyt wiele. Jak mógł on, jako mężczyzna, pocieszyć tę biedną dziewczynę, kiedy jej piękne, nagie piersi rozpływały się na nim, przepełniając go obezwładniającym gorącem?
- Takashi... Takashi... przepraszam, tak bardzo przepraszam...
- Rei, o czym ty mówisz? Nic złego nie... argh...!
Jego oczy rozwarły się w przerażeniu, gdy poczuł zimno metalu na splocie słonecznym. Dziewczyna, pchnąwszy go trzymanym dotychczas nożem, wpatrywała się w niego ze łzami w oczach.
- Przepraszam, przepraszam... - szeptała. - Ty... Hisashi... nie mogłam... przepraszam...
- Rei... - tylko jej imię wyrwało się z ust Komuro, zanim wybuchnął śmiechem. Rei wpatrywała się w niego nierozumiejącym wzrokiem, szczerze przekonana, że zwariował tuż przed śmiercią. Jednak, gdy jego silne dłonie przycisnęły ją do podłogi, a twarz zawisła nad jej twarzą, dziewczyna pojęła, że Takashi nie mógł umrzeć.
- Rei, ty... - Komuro zachichotał i jednym, szybkim ruchem, wyjął nóż z jej dłoni, by odrzucić go pod szafkę w kuchni. - Powinnaś wiedzieć, że nóż do masła jest zbyt tępy, by przebić ludzką skórę. Trzeba było wybrać nóż do mięsa, jeśli naprawdę chciałaś mnie zabić. A teraz... wiesz, co będzie teraz?
W jego oczach dostrzegła ten dziwny ognik szaleństwa, który sprawia, że krew zastyga w żyłach, i jęknęła. W tej chwili naprawdę bała się, że Takashi mógł ją ukarać za to, co uczyniła. Mimo że znała go od tylu lat, bała się i...
- Takashi, przepraszam, przepraszam...! - łzy nowym strumieniem pociekły jej po policzkach. - Ja... naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieje, to wszystko sprawia, że wariuję... Takashi, proszę...
- O co?
Jej wzrok uciekł gdzieś w bok, a usta rozwarły się w niemal niedosłyszalnym szepcie.
- Proszę, nie rób mi krzywdy...
Komuro spojrzał na nią zdziwiony. To była ostatnia rzecz, o której mógłby pomyśleć. Chociaż ta dziewczyna doprowadzała go do szału swoim ględzeniem o martwym już Hisashim, chociaż sama usiłowała go zabić - i tak nie mógłby obudzić w sobie chociaż iskry nienawiści do niej.
- Rei... spójrz na mnie - balansując ciężarem ciała, uniósł na siebie jej twarz i wbił wzrok w jej wielkie oczy. - I nie opowiadaj głupot.
Ona nie była w stanie odpowiedzieć, uwiesiła mu się tylko na szyi, łkając cichutko. Nie wiedziała już, co powinna ze sobą zrobić, z jednej strony kochała Hisashiego i naprawdę w tej chwili chciała, żeby żył, ale z drugiej... Takashi sprawiał, że ogarniało ją to dziwne uczucie, jakby fala gorąca rozpalała jej trzewia i chyba... chyba pragnęła, by to uczucie nie ustępowało w trwaniu.
Ręka Takashiego nie zniosła nacisku i ten opadł nagle na łokieć. Zdążył jeszcze tylko podłożyć dłoń pod głowę Rei, zapobiegając jej uderzeniu o deski parkietu, zanim sam przycisnął ją do nich swoim ciężarem.
- Uch, wybacz... - szepnął, usiłując się podnieść, ale ona, czerwieniąc się szkarłatnym odcieniem, przycisnęła go do siebie.
- Nie... - mruknęła. - W porządku. Nie odchodź...
Takashi uśmiechnął się delikatnie i wziął ją w swoje ramiona.
- Ah... Takashi... Takashi-kun... - Rei wiła się na okrytym jego miękką koszulą dywanie, jej policzki gorące od rumieńców, dłonie przyciśnięte do ust i piersi. Komuro patrzył na nią z zachwytem, na jej śliczną twarz i wspaniałe ciało, które wreszcie, po tylu latach, mógł pocałować, którego mógł dotykać i... i które wcześniej należało do jego najlepszego przyjaciela.
Oderwał się od dziewczyny i usiadł obok, przecierając palcami oczy. Znów to zrobił, znów dał się ponieść emocjom i przez to prawie zbezcześcił jego pamięć oraz wspomnienia ukochanej dziewczyny. Pokręcił głową. Jak mógł to zrobić? A skoro nie potrafi utrzymać nad sobą panowania, jak może sądzić, że da radę pomóc wszystkim wokół?
- Takashi...? - Rei otworzyła oczy i spojrzała na niego z mieszaniną zdziwienia i zawodu. - Dlaczego przestałeś?
- To... nie w porządku - mruknął, odwracając wzrok. - Nie powinienem tego robić, po prostu... jesteś taka piękna, Rei. Nie mogłem się powstrzymać.
Rei zaczerwieniła się i przytuliła go, ale Komuro odsunął ją od siebie.
- Ale teraz już wiem, że nie mogę - rzekł. - To podłe... wobec ciebie, wobec Hisa...
- Zamknij się już - szepnęła, przyciskając mu palec do warg, a zaraz za nim swoje usta. Takashi usiłował jej się oprzeć, tłumacząc sobie, że tak nie można, ale tylko przez chwilę. Potem przycisnął się do niej i wpił w jej usta - ich języki owinęły się wokół siebie i splotły, a oni, z przymkniętymi powiekami, oddawali się oboje temu niesamowitemu uczuciu.
- Rei... - Takashi oderwał się od niej na moment, omiatając na wpół błędnym wzrokiem jej twarz, jej rozwarte w szybkim i gorącym oddechu usta, i piękne oczy, teraz wpatrujące się w niego z miłością. Przytulił ją mocno. - Och, Rei...! Saeko-san!?
Rei obróciła głowę i wbiła przerażone spojrzenie w opierającą się o ścianę dziewczynę. Na jej twarzy widniał uśmiech, jakby podchodziła z pobłażliwością do dwojga dzieci, bawiących się w dorosłych.
- Um, Saeko-san... - Takashi chciał coś powiedzieć, ale słowa nie przechodziły mu przez gardło. Z jakiegoś powodu cała ta sytuacja była dla niego przerażająca. - My... to nie... ugh.
Saeko zaśmiała się cicho na jego próby wyjaśnienia bądź co bądź całkiem jasnej sytuacji, a Takashi poczuł, jak na policzki występują mu gorące rumieńce. Nagle dostrzegł jej twarz tuż przed sobą i, nim zdążył choćby jęknąć, Busujima wpiła się w jego usta. Rei przez krótki moment wpatrywała się w to z niedowierzaniem - już miała wybuchnąć krzykiem i odepchnąć Saeko, gdy poczuła jej dłoń na swojej piersi. Pisnęła i wtuliła się w jej miękkie ciało.
Takashi przez krótki moment zatracił możliwość myślenia i racjonalnej oceny sytuacji. Ale gdy tylko zorientował się, co to wszystko znaczy, nagle zrozumiał, że jego sytuacja jest bardziej niż doskonała.
- Saeko-san... - szepnął, odrywając się od niej, i wskazał ruchem głowy na Rei. Busujima uśmiechnęła się i wpiła w usta koleżanki, podczas gdy on rozwiązywał jej kimono. Dwie nagie kobiety obok niego, całujące się namiętnie, przyciskające swe piękne piersi do siebie nawzajem... Takashi wiedział, że dzisiejsza noc nie oszczędzi mu wrażeń.
Wybaczcie mi to, że jest tak cholernie okropnie i beznadziejnie zakończone (cóż, mniej więcej tak samo, jak to anime >> 12 odcinków?!), ale moja Wena twórcza mnie opuściła i najwidoczniej nie ma zamiaru wrócić. Zażeram się słodyczami i smażonymi potrawami, siedzę w ciuchach większych o dwa numery i oglądam House'a, prawie że olewając szkołę - mówię wam, apokalipsa się zbliża.
Ach, i wybaczcie mi formę tego opowiadania, przez którą prawdopodobnie nie połapiecie się, o co chodzi, jeśli nie obejrzycie animca. Ale, co tam kogo obchodzi rama, seks jest najważniejszy >>
Zdało mu się, że usłyszał płacz, dochodzący z dołu. Z ręcznikiem zawieszonym na szyi cofnął się w głąb domu i, kierując się w stronę schodów, rzucił okiem na dwie kobiety i dziewczynkę, śpiące wtulone w siebie na łóżku. Klepnął Kohtę w ramię i wskazał mu balkon - szeptem dodał, że idzie sprawdzić, co się dzieje na dole. Hirano kiwnął głową i z shotgunem w ręku stanął na warcie.
Takashi szybko i bezszelestnie zbiegł po schodach tylko po to, by zaraz stanąć jak wryty przed widokiem, który jednocześnie rozpalił mu trzewia i zmroził serce przejmującym żalem.
- Rei... - tylko tyle zdołał z siebie wydusić, wpatrując się w obraz nieszczęścia, siedzący na kanapie. Dziewczyna podniosła pobrużdżoną łzami twarz i spojrzała na niego żałośnie.
- Wszystko... wszystko jest takie pokręcone... - jęknęła i zaraz jej głos opadł do szeptu tak cichego, że Takashi musiał podejść, by ją usłyszeć. - ...chałam Hisashiego. Naprawdę, naprawdę... Ale on nie żyje... a ty... ty wczoraj... i... i ja... chciałabym móc, chciałabym... ale...
- Rei - Takashi nagle zjawił się tuż przed nią, ukucnął i położył dłoń na jej ramieniu. - Przepraszam, że wczoraj na ciebie nakrzyczałem.
Dziewczyna milczała przez chwilę, wpatrując się w niego nierozumiejącym wzrokiem. Potem nagle rzuciła się na niego, a poduszka, którą dotychczas mocno tuliła, zastąpiona została jego półnagim ciałem.
- Takashi, ja... - płakała Rei. - Ja naprawdę chciałabym cię kochać, ale nie wiem, czy mogę... Czy dam radę... Ilekroć na ciebie patrzę, widzę ten moment, gdy unosisz pałkę nad zsiniałym Hisashim i... - jej gardło rozdarł głośny szloch i nie była w stanie już mówić dalej.
- Rei, błagam... - jęknął Komuro. To było za dużo dla niego, zbyt wiele. Jak mógł on, jako mężczyzna, pocieszyć tę biedną dziewczynę, kiedy jej piękne, nagie piersi rozpływały się na nim, przepełniając go obezwładniającym gorącem?
- Takashi... Takashi... przepraszam, tak bardzo przepraszam...
- Rei, o czym ty mówisz? Nic złego nie... argh...!
Jego oczy rozwarły się w przerażeniu, gdy poczuł zimno metalu na splocie słonecznym. Dziewczyna, pchnąwszy go trzymanym dotychczas nożem, wpatrywała się w niego ze łzami w oczach.
- Przepraszam, przepraszam... - szeptała. - Ty... Hisashi... nie mogłam... przepraszam...
- Rei... - tylko jej imię wyrwało się z ust Komuro, zanim wybuchnął śmiechem. Rei wpatrywała się w niego nierozumiejącym wzrokiem, szczerze przekonana, że zwariował tuż przed śmiercią. Jednak, gdy jego silne dłonie przycisnęły ją do podłogi, a twarz zawisła nad jej twarzą, dziewczyna pojęła, że Takashi nie mógł umrzeć.
- Rei, ty... - Komuro zachichotał i jednym, szybkim ruchem, wyjął nóż z jej dłoni, by odrzucić go pod szafkę w kuchni. - Powinnaś wiedzieć, że nóż do masła jest zbyt tępy, by przebić ludzką skórę. Trzeba było wybrać nóż do mięsa, jeśli naprawdę chciałaś mnie zabić. A teraz... wiesz, co będzie teraz?
W jego oczach dostrzegła ten dziwny ognik szaleństwa, który sprawia, że krew zastyga w żyłach, i jęknęła. W tej chwili naprawdę bała się, że Takashi mógł ją ukarać za to, co uczyniła. Mimo że znała go od tylu lat, bała się i...
- Takashi, przepraszam, przepraszam...! - łzy nowym strumieniem pociekły jej po policzkach. - Ja... naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieje, to wszystko sprawia, że wariuję... Takashi, proszę...
- O co?
Jej wzrok uciekł gdzieś w bok, a usta rozwarły się w niemal niedosłyszalnym szepcie.
- Proszę, nie rób mi krzywdy...
Komuro spojrzał na nią zdziwiony. To była ostatnia rzecz, o której mógłby pomyśleć. Chociaż ta dziewczyna doprowadzała go do szału swoim ględzeniem o martwym już Hisashim, chociaż sama usiłowała go zabić - i tak nie mógłby obudzić w sobie chociaż iskry nienawiści do niej.
- Rei... spójrz na mnie - balansując ciężarem ciała, uniósł na siebie jej twarz i wbił wzrok w jej wielkie oczy. - I nie opowiadaj głupot.
Ona nie była w stanie odpowiedzieć, uwiesiła mu się tylko na szyi, łkając cichutko. Nie wiedziała już, co powinna ze sobą zrobić, z jednej strony kochała Hisashiego i naprawdę w tej chwili chciała, żeby żył, ale z drugiej... Takashi sprawiał, że ogarniało ją to dziwne uczucie, jakby fala gorąca rozpalała jej trzewia i chyba... chyba pragnęła, by to uczucie nie ustępowało w trwaniu.
Ręka Takashiego nie zniosła nacisku i ten opadł nagle na łokieć. Zdążył jeszcze tylko podłożyć dłoń pod głowę Rei, zapobiegając jej uderzeniu o deski parkietu, zanim sam przycisnął ją do nich swoim ciężarem.
- Uch, wybacz... - szepnął, usiłując się podnieść, ale ona, czerwieniąc się szkarłatnym odcieniem, przycisnęła go do siebie.
- Nie... - mruknęła. - W porządku. Nie odchodź...
Takashi uśmiechnął się delikatnie i wziął ją w swoje ramiona.
- Ah... Takashi... Takashi-kun... - Rei wiła się na okrytym jego miękką koszulą dywanie, jej policzki gorące od rumieńców, dłonie przyciśnięte do ust i piersi. Komuro patrzył na nią z zachwytem, na jej śliczną twarz i wspaniałe ciało, które wreszcie, po tylu latach, mógł pocałować, którego mógł dotykać i... i które wcześniej należało do jego najlepszego przyjaciela.
Oderwał się od dziewczyny i usiadł obok, przecierając palcami oczy. Znów to zrobił, znów dał się ponieść emocjom i przez to prawie zbezcześcił jego pamięć oraz wspomnienia ukochanej dziewczyny. Pokręcił głową. Jak mógł to zrobić? A skoro nie potrafi utrzymać nad sobą panowania, jak może sądzić, że da radę pomóc wszystkim wokół?
- Takashi...? - Rei otworzyła oczy i spojrzała na niego z mieszaniną zdziwienia i zawodu. - Dlaczego przestałeś?
- To... nie w porządku - mruknął, odwracając wzrok. - Nie powinienem tego robić, po prostu... jesteś taka piękna, Rei. Nie mogłem się powstrzymać.
Rei zaczerwieniła się i przytuliła go, ale Komuro odsunął ją od siebie.
- Ale teraz już wiem, że nie mogę - rzekł. - To podłe... wobec ciebie, wobec Hisa...
- Zamknij się już - szepnęła, przyciskając mu palec do warg, a zaraz za nim swoje usta. Takashi usiłował jej się oprzeć, tłumacząc sobie, że tak nie można, ale tylko przez chwilę. Potem przycisnął się do niej i wpił w jej usta - ich języki owinęły się wokół siebie i splotły, a oni, z przymkniętymi powiekami, oddawali się oboje temu niesamowitemu uczuciu.
- Rei... - Takashi oderwał się od niej na moment, omiatając na wpół błędnym wzrokiem jej twarz, jej rozwarte w szybkim i gorącym oddechu usta, i piękne oczy, teraz wpatrujące się w niego z miłością. Przytulił ją mocno. - Och, Rei...! Saeko-san!?
Rei obróciła głowę i wbiła przerażone spojrzenie w opierającą się o ścianę dziewczynę. Na jej twarzy widniał uśmiech, jakby podchodziła z pobłażliwością do dwojga dzieci, bawiących się w dorosłych.
- Um, Saeko-san... - Takashi chciał coś powiedzieć, ale słowa nie przechodziły mu przez gardło. Z jakiegoś powodu cała ta sytuacja była dla niego przerażająca. - My... to nie... ugh.
Saeko zaśmiała się cicho na jego próby wyjaśnienia bądź co bądź całkiem jasnej sytuacji, a Takashi poczuł, jak na policzki występują mu gorące rumieńce. Nagle dostrzegł jej twarz tuż przed sobą i, nim zdążył choćby jęknąć, Busujima wpiła się w jego usta. Rei przez krótki moment wpatrywała się w to z niedowierzaniem - już miała wybuchnąć krzykiem i odepchnąć Saeko, gdy poczuła jej dłoń na swojej piersi. Pisnęła i wtuliła się w jej miękkie ciało.
Takashi przez krótki moment zatracił możliwość myślenia i racjonalnej oceny sytuacji. Ale gdy tylko zorientował się, co to wszystko znaczy, nagle zrozumiał, że jego sytuacja jest bardziej niż doskonała.
- Saeko-san... - szepnął, odrywając się od niej, i wskazał ruchem głowy na Rei. Busujima uśmiechnęła się i wpiła w usta koleżanki, podczas gdy on rozwiązywał jej kimono. Dwie nagie kobiety obok niego, całujące się namiętnie, przyciskające swe piękne piersi do siebie nawzajem... Takashi wiedział, że dzisiejsza noc nie oszczędzi mu wrażeń.
Etykiety:
group,
Highschool of the Dead,
melancholijne
czwartek, 16 września 2010
Ech... Takie tam marudzenie.
Osobiście sądzę, że ten post jest bez sensu, ale jak macie już gdzieś spamować, to lepiej żeby to było na bezsensownym poście, niż na opowiadaniu, pod którym ludzie, chcący je skomentować, musieliby przewijać się przez 36 komentarzy typu "Ale kupa." (Cóż, teraz już jedenaście *odkłada szufelkę*)
Ktoś sarkastycznie rzekł, że widzi tu mnóstwo czytelników. Oczywiście, że jest ich mnóstwo, wystarczy policzyć wszystkich Anonimowych, którzy skomentowali, i już wychodzi kilkanaście. W końcu, żeby wyrażać swoją jakże konstruktywną opinię, musieli przeczytać opowiadanie, a to czyni ich czytelnikami.
Prawdopodobnie ta sama osoba napisała, że "jedynej" czytelniczki, która się pokazała, także nie stać na konstruktywną krytykę. Zbyję tę osobę śmiechem. Nitki, moja droga anonimowa osobo, nie musi być stać na krytykę w komentarzach, bo przy każdym opowiadaniu serwuje mi ją na GG. Krytyka bowiem w wykonaniu Nitki jest porządna i zajmuje sporo miejsca, zdecydowanie więcej, niż jest w stanie pomieścić pojedynczy komentarz.
Z drugiej strony, w notce poprzedzającej "Uśmiech" (który był pisany na odwal i wcale nie uznaję go za popis moich umiejętności pisarskich (powinnam wrzucić "Może kiedyś wrócę"... albo "Podróż ku samotności"... albo "Wstydźcie się"... ale żadne z nich nie jest hentaiem, niestety, więc tu nie pasuje)) napisałam, że miejsce pod opowiadaniami jest na euforyczne zachwyty lub mieszanie moich opowiadań z błotem tudzież kupą, jak kto woli, ponieważ przez cały czas istnienia Hentaia (czyli dobre 4 lata, w sumie), nie spotkałam się z nikim, kto byłby w stanie napisać mi konstruktywną krytykę. No, poza Ith, ale cóż, ona jest inteligentna i dorosła, więc gdzie wam do niej...
Z jeszcze innej strony, jak już pisałam, nikt nie zmusza nikogo do czytania tutaj zamieszczonych opowiadań, także nie widzę powodu, żebyście się denerwowali. Jeśli o mnie osobiście chodzi, to jeśli mi się coś nie podoba, to po prostu to zostawiam - to, że nie odpowiada MOIM gustom, nie znaczy, że jest do dupy. De gustibus non est disputandum, jak rzecze Iulunia.
A z ostatniej strony, ciekawi mi, skąd się tyle wzięło tych "ciem", jak to słusznie i eufemistycznie określiła Nitka. Jedynym miejscem, gdzie można znaleźć link do Hentai, jest mój opis, a to oznacza, że pewnie sporą część insektów znam. Pamiętajcie tylko, moi drodzy, że gdy ćmy lecą do ognia, tracą w nim swe życie. Taka... metafora.
Á propos, Nitka, dziękuję :* Ale nie obawiaj się, na devie wygrałam przecież konkurs jednym opowiadaniem, pod drugim dostałam komentarz od krytyka literackiego, że mam całkiem dużą szansę je wydać, jeśli wprowadzę delikatne poprawki (muszę przestać być taka tajemnicza, jak zazwyczaj, i wszystko) xD Ludzie z całego świata czytają i lubią moje opowiadania. Poza tym Ith wróciła z przeprosinami i swoją miłością (choć aktualnie ma problemy marki Zepsuty Internet), więc wszystko w porządku, Iao znowu stoi twardo na nogach (przywiązana do pala, żeby nie upaść ;D) i nie pozwoli się obalić bandzie durnych dzieciaków, które potrafią jedynie 22 razy napisać "Ale kupa." i kolejne 14: "KUUUPAAA". Zasób słownictwa tychże jest zaiste imponujący.
Edycja:
Ach, zapomniałam napisać, że już wprowadziłam obrazki weryfikujące w komentarzach (chciałam tego uniknąć, ale niestety nie dano mi wyboru). Jeszcze jedna taka akcja, z ludźmi, którzy nie potrafią wypowiadać się w sposób - przynajmniej - kulturalny, a włączę moderację - i każdy komentarz będzie musiał być przeze mnie zaakceptowany, zanim pojawi się na blogu.
Swoją drogą, jestem pełna podziwu dla tych wszystkich Anonimów spod ostatniej notki: że też chciało się wam tyle pisać... Ja osobiście wolę popracować nad sobą, pouczyć się do matury z biologii albo na kurs angielskiego, zamiast marnować czas na mówienie komuś, że nie powinien dalej pisać, kiedy wiem, że i tak ten ktoś ma gdzieś moje zdanie.
Edycja 2.:
O, właśnie zauważyłam, że pod poprzednią notką ktoś przyczepił się do emotek w komentarzu Nitki, sugerując, że niby świadczą o jej niskim poziomie umysłowym. O BORZE, naprawdę... Ja także nie popieram używania emotek w tekstach literackich, jak opowiadaniach czy referatach, ale, do diabła, komentarz to nie jest tekst literacki! (Wystarczy spojrzeć na te 36, które usunęłam.)
Otóż, moi drodzy, emotki są po to, żeby ułatwiać sobie życie, tak samo zresztą jak wszystkie skróty itp. (o właśnie), które przecież funkcjonują i są używane przez wykształcone osoby. Wyobraźcie sobie, że piszecie komentarz, a nie ma czegoś takiego, jak emotki:
xD = "Uśmiecham się radośnie po przeczytaniu twojego tekstu!"
:DD = "Ach, twój dowcip sprawił, że zaśmiałam się wniebogłosy!"
Albo: "Dziewczyno, jesteś niesamowita, właśnie siedzę przed monitorem z wielkim uśmiechem na twarzy i wybucham śmiechem raz po raz! Chciałabym uśmiechnąć się do ciebie w całkiem przychylny sposób, ale twoje dziecinne zachowanie sprawia czasami, że marszczę brwi lub przewracam oczami. Ten komentarz byłby o połowę krótszy, gdybym wyraziła go przy pomocy emotek, ale niestety, pewien Anonimowy tego zabrania..."
Ktoś sarkastycznie rzekł, że widzi tu mnóstwo czytelników. Oczywiście, że jest ich mnóstwo, wystarczy policzyć wszystkich Anonimowych, którzy skomentowali, i już wychodzi kilkanaście. W końcu, żeby wyrażać swoją jakże konstruktywną opinię, musieli przeczytać opowiadanie, a to czyni ich czytelnikami.
Prawdopodobnie ta sama osoba napisała, że "jedynej" czytelniczki, która się pokazała, także nie stać na konstruktywną krytykę. Zbyję tę osobę śmiechem. Nitki, moja droga anonimowa osobo, nie musi być stać na krytykę w komentarzach, bo przy każdym opowiadaniu serwuje mi ją na GG. Krytyka bowiem w wykonaniu Nitki jest porządna i zajmuje sporo miejsca, zdecydowanie więcej, niż jest w stanie pomieścić pojedynczy komentarz.
Z drugiej strony, w notce poprzedzającej "Uśmiech" (który był pisany na odwal i wcale nie uznaję go za popis moich umiejętności pisarskich (powinnam wrzucić "Może kiedyś wrócę"... albo "Podróż ku samotności"... albo "Wstydźcie się"... ale żadne z nich nie jest hentaiem, niestety, więc tu nie pasuje)) napisałam, że miejsce pod opowiadaniami jest na euforyczne zachwyty lub mieszanie moich opowiadań z błotem tudzież kupą, jak kto woli, ponieważ przez cały czas istnienia Hentaia (czyli dobre 4 lata, w sumie), nie spotkałam się z nikim, kto byłby w stanie napisać mi konstruktywną krytykę. No, poza Ith, ale cóż, ona jest inteligentna i dorosła, więc gdzie wam do niej...
Z jeszcze innej strony, jak już pisałam, nikt nie zmusza nikogo do czytania tutaj zamieszczonych opowiadań, także nie widzę powodu, żebyście się denerwowali. Jeśli o mnie osobiście chodzi, to jeśli mi się coś nie podoba, to po prostu to zostawiam - to, że nie odpowiada MOIM gustom, nie znaczy, że jest do dupy. De gustibus non est disputandum, jak rzecze Iulunia.
A z ostatniej strony, ciekawi mi, skąd się tyle wzięło tych "ciem", jak to słusznie i eufemistycznie określiła Nitka. Jedynym miejscem, gdzie można znaleźć link do Hentai, jest mój opis, a to oznacza, że pewnie sporą część insektów znam. Pamiętajcie tylko, moi drodzy, że gdy ćmy lecą do ognia, tracą w nim swe życie. Taka... metafora.
Á propos, Nitka, dziękuję :* Ale nie obawiaj się, na devie wygrałam przecież konkurs jednym opowiadaniem, pod drugim dostałam komentarz od krytyka literackiego, że mam całkiem dużą szansę je wydać, jeśli wprowadzę delikatne poprawki (muszę przestać być taka tajemnicza, jak zazwyczaj, i wszystko) xD Ludzie z całego świata czytają i lubią moje opowiadania. Poza tym Ith wróciła z przeprosinami i swoją miłością (choć aktualnie ma problemy marki Zepsuty Internet), więc wszystko w porządku, Iao znowu stoi twardo na nogach (przywiązana do pala, żeby nie upaść ;D) i nie pozwoli się obalić bandzie durnych dzieciaków, które potrafią jedynie 22 razy napisać "Ale kupa." i kolejne 14: "KUUUPAAA". Zasób słownictwa tychże jest zaiste imponujący.
Edycja:
Ach, zapomniałam napisać, że już wprowadziłam obrazki weryfikujące w komentarzach (chciałam tego uniknąć, ale niestety nie dano mi wyboru). Jeszcze jedna taka akcja, z ludźmi, którzy nie potrafią wypowiadać się w sposób - przynajmniej - kulturalny, a włączę moderację - i każdy komentarz będzie musiał być przeze mnie zaakceptowany, zanim pojawi się na blogu.
Swoją drogą, jestem pełna podziwu dla tych wszystkich Anonimów spod ostatniej notki: że też chciało się wam tyle pisać... Ja osobiście wolę popracować nad sobą, pouczyć się do matury z biologii albo na kurs angielskiego, zamiast marnować czas na mówienie komuś, że nie powinien dalej pisać, kiedy wiem, że i tak ten ktoś ma gdzieś moje zdanie.
Edycja 2.:
O, właśnie zauważyłam, że pod poprzednią notką ktoś przyczepił się do emotek w komentarzu Nitki, sugerując, że niby świadczą o jej niskim poziomie umysłowym. O BORZE, naprawdę... Ja także nie popieram używania emotek w tekstach literackich, jak opowiadaniach czy referatach, ale, do diabła, komentarz to nie jest tekst literacki! (Wystarczy spojrzeć na te 36, które usunęłam.)
Otóż, moi drodzy, emotki są po to, żeby ułatwiać sobie życie, tak samo zresztą jak wszystkie skróty itp. (o właśnie), które przecież funkcjonują i są używane przez wykształcone osoby. Wyobraźcie sobie, że piszecie komentarz, a nie ma czegoś takiego, jak emotki:
xD = "Uśmiecham się radośnie po przeczytaniu twojego tekstu!"
:DD = "Ach, twój dowcip sprawił, że zaśmiałam się wniebogłosy!"
Albo: "Dziewczyno, jesteś niesamowita, właśnie siedzę przed monitorem z wielkim uśmiechem na twarzy i wybucham śmiechem raz po raz! Chciałabym uśmiechnąć się do ciebie w całkiem przychylny sposób, ale twoje dziecinne zachowanie sprawia czasami, że marszczę brwi lub przewracam oczami. Ten komentarz byłby o połowę krótszy, gdybym wyraziła go przy pomocy emotek, ale niestety, pewien Anonimowy tego zabrania..."
sobota, 4 września 2010
[Kuroshitsuji] Uśmiech (Sebastian x Ciel)
Trzy zdania o tym opowiadaniu. Zamówione przez Nitkę. Oczywiście prawie całkiem inne niż miało być. Oczywiście, absolutna beznadzieja.
Czekam na więcej zamówień.
Elvira zapukała lekko do drzwi i, nie otrzymawszy odpowiedzi, zmarszczyła brwi. Nie wolno było jej wchodzić do pokojów gości bez zaproszenia, chyba że coś się stało. Tymczasem za drzwiami panowała cisza. Wsłuchała się w przestrzeń i z całą pewnością mogła usłyszeć silne bicie serca i przyspieszony oddech. Hrabia Phantomhive na pewno więc nie spał - dlaczego w takim razie nie odpowiadał?
- Panie? - zapukała jeszcze raz i znów nie otrzymała odpowiedzi. Jej słuch nie mógł jej zawieść. Poza szybkim, płytkim oddechem żaden dźwięk nie wydostawał się z ust hrabi. Tylko jedna sytuacja tłumacząca coś takiego nasuwała jej się na myśl - ta z mnóstwem krwi i poważną raną na całej szyi. Musiała działać szybko.
- Hrabio Phantomhive... - nacisnęła klamkę i czym prędzej wsunęła się do pomieszczenia. Podłoga czy łóżko? Wszystko zależało od tego, gdzie zabójca dorwał chłopca. Prawdopodobnie łóżko - wcześniej z pewnością ochroniłby go jego lokaj. Jej serce biło jak szalone; musiała szybko pomóc hrabiemu. Śmierć Wyżła Królowej w posiadłości jej pani z pewnością zniszczyłaby jej...
Jej oczy rozwarły się szeroko. To, co ujrzała po wejściu do pokoju hrabiego z pewnością przekraczało jej najśmielsze oczekiwania.
Poczynając od dłoni na jego ustach, a kończąc na penetrującym jego wnętrze penisie - wszystko bezwzględnie wskazywało na to, że była to chwila, w której to Ciel Phantomhive należał do swojego lokaja. Zdziwienie Elviry trwało ledwie sekundę; czym prędzej stanęła przy ścianie, niemal niezauważalnym ruchem zamknęła drzwi i w milczeniu wpatrywała się w przestrzeń. Jej twarz nie wyrażała absolutnie nic.
- Cóż, nie mogę powiedzieć, że nie to było moim celem... - mruknął Sebastian z uśmiechem, zsuwając dłoń z ust swego pana. Elvira nawet nie mrugnęła powieką.
- Czego chcesz? - warknął Ciel, głosem być może nieco zasapanym, ale z wyraźną wyższością.
- Proszę wybaczyć mi to najście... - zaczęła kobieta cicho, - lecz moja pani wystosowała pismo do hrabiego... Niestety, oczekuje odpowiedzi.
- Milcz i czekaj - odezwał się Ciel ponownie. - Sebastianie, kontynuuj.
- Jesteś naprawdę wyjątkowo zboczonym paniczem, nieprawdaż, Cielu? - Sebastian pospieszył, by spełnić jego życzenie. Cichy jęk wyrwał się z ust hrabiego, a za nim podążyły następne, coraz to głośniejsze, coraz to bardziej błagalne i rozkoszne. Elvira miała okazję widzieć chłopca w całej okazałości, gdy ten, siedząc na kolanach lokaja, lekko poruszał biodrami, jakby prosząc o więcej bez słów, których nie mogły wydać jego rozwarte usta. Miała także okazję widzieć, jak pokaźnej wielkości męskość wbija się w niego za każdym razem, gdy Sebastian unosi go i nabija na siebie - jego palce zręcznie obiegały jego krocze. Elvira miała okazję to wszystko widzieć, nie mogła jednak - ogniskowała spojrzenie u szczytu przeciwległej ściany.
- Se-Sebastian... Ah... aaah! Aaargh! Ah, ughh... Nie... nie... przes... argh!
Trudno byłoby Elvirze opisać uśmiech, z jakim Michaelis przyjmował bezskładne słowa swego pana. Przebijała z niego żądza, ale też dziwne oczekiwanie, jakby seks z nim był tylko pierwszym krokiem do całkowitego jego pochłonięcia. I choć Elvira znała doskonale przyczynę tych uczuć, to wciąż ich nagromadzenie i sposób, w jaki emanowały z zazwyczaj spokojnego i opanowanego mężczyzny, przerażały ją.
- Sebastiann...! Ghh... K-kończ... już...
- Tak szybko, paniczu? Cóż się stało...?
- Powiedziałem... kończ... aah!
Sebastian nie odezwał się już więcej, nabił go na siebie mocniej. Ciel jęknął głośno, wyginając głowę do tyłu i wtulając twarz w jego szyję - jego zęby były zaciśnięte, policzki pokryte czerwienią. Sebastian wpił się w jego usta, przytłumiając finalny krzyk.
Gdy Ciel opadał niemal bezwładnie na łóżko, Sebastian bez słowa skierował się do łazienki, by obmyć swoje pokryte mleczną wydzieliną palce. Wrócił z mokrym ręcznikiem; Elvira stała i cierpliwie czekała, aż hrabia będzie w stanie przeczytać wiadomość od jej pani.
- Powiedz Eleonorze, że jestem gotów dobić targu, ale nie oczekuję od niej, aby do jutra miała umówioną kwotę.
Elvira uśmiechnęła się, wychodząc. Wiedziała, gdzie uda się w następnej kolejności i już z radością poklepywała złoty kluczyk, zawieszony na jej szyi.
Ciel przeczytał tekst jeszcze raz i westchnął, składając kartkę wpół. To, co goszcząca go hrabina wyprawiała, samo w sobie było obrazą dla całej szlachty angielskiej, a mimo to... To było niesamowite. Trudno było określić, czy jej popularność nie wynikała właśnie z jej ekscentryzmu.
- Paniczu, uważaj... - szept Sebastiana wyrwał go z zamyślenia. Kartka leżała na ziemi, jej brzeg był zakrwawiony. Ciel spojrzał na swój przecięty palec i westchnął.
- Przynieś... Sebastian! - jego policzki okryły się czerwienią, gdy Michaelis, patrząc prosto w jego oczy, wsunął sobie jego palec do ust i począł zlizywać szkarłatną krew. Jego wargi pokrywał uśmiech.
Czekam na więcej zamówień.
Uśmiech
Elvira zapukała lekko do drzwi i, nie otrzymawszy odpowiedzi, zmarszczyła brwi. Nie wolno było jej wchodzić do pokojów gości bez zaproszenia, chyba że coś się stało. Tymczasem za drzwiami panowała cisza. Wsłuchała się w przestrzeń i z całą pewnością mogła usłyszeć silne bicie serca i przyspieszony oddech. Hrabia Phantomhive na pewno więc nie spał - dlaczego w takim razie nie odpowiadał?
- Panie? - zapukała jeszcze raz i znów nie otrzymała odpowiedzi. Jej słuch nie mógł jej zawieść. Poza szybkim, płytkim oddechem żaden dźwięk nie wydostawał się z ust hrabi. Tylko jedna sytuacja tłumacząca coś takiego nasuwała jej się na myśl - ta z mnóstwem krwi i poważną raną na całej szyi. Musiała działać szybko.
- Hrabio Phantomhive... - nacisnęła klamkę i czym prędzej wsunęła się do pomieszczenia. Podłoga czy łóżko? Wszystko zależało od tego, gdzie zabójca dorwał chłopca. Prawdopodobnie łóżko - wcześniej z pewnością ochroniłby go jego lokaj. Jej serce biło jak szalone; musiała szybko pomóc hrabiemu. Śmierć Wyżła Królowej w posiadłości jej pani z pewnością zniszczyłaby jej...
Jej oczy rozwarły się szeroko. To, co ujrzała po wejściu do pokoju hrabiego z pewnością przekraczało jej najśmielsze oczekiwania.
Poczynając od dłoni na jego ustach, a kończąc na penetrującym jego wnętrze penisie - wszystko bezwzględnie wskazywało na to, że była to chwila, w której to Ciel Phantomhive należał do swojego lokaja. Zdziwienie Elviry trwało ledwie sekundę; czym prędzej stanęła przy ścianie, niemal niezauważalnym ruchem zamknęła drzwi i w milczeniu wpatrywała się w przestrzeń. Jej twarz nie wyrażała absolutnie nic.
- Cóż, nie mogę powiedzieć, że nie to było moim celem... - mruknął Sebastian z uśmiechem, zsuwając dłoń z ust swego pana. Elvira nawet nie mrugnęła powieką.
- Czego chcesz? - warknął Ciel, głosem być może nieco zasapanym, ale z wyraźną wyższością.
- Proszę wybaczyć mi to najście... - zaczęła kobieta cicho, - lecz moja pani wystosowała pismo do hrabiego... Niestety, oczekuje odpowiedzi.
- Milcz i czekaj - odezwał się Ciel ponownie. - Sebastianie, kontynuuj.
- Jesteś naprawdę wyjątkowo zboczonym paniczem, nieprawdaż, Cielu? - Sebastian pospieszył, by spełnić jego życzenie. Cichy jęk wyrwał się z ust hrabiego, a za nim podążyły następne, coraz to głośniejsze, coraz to bardziej błagalne i rozkoszne. Elvira miała okazję widzieć chłopca w całej okazałości, gdy ten, siedząc na kolanach lokaja, lekko poruszał biodrami, jakby prosząc o więcej bez słów, których nie mogły wydać jego rozwarte usta. Miała także okazję widzieć, jak pokaźnej wielkości męskość wbija się w niego za każdym razem, gdy Sebastian unosi go i nabija na siebie - jego palce zręcznie obiegały jego krocze. Elvira miała okazję to wszystko widzieć, nie mogła jednak - ogniskowała spojrzenie u szczytu przeciwległej ściany.
- Se-Sebastian... Ah... aaah! Aaargh! Ah, ughh... Nie... nie... przes... argh!
Trudno byłoby Elvirze opisać uśmiech, z jakim Michaelis przyjmował bezskładne słowa swego pana. Przebijała z niego żądza, ale też dziwne oczekiwanie, jakby seks z nim był tylko pierwszym krokiem do całkowitego jego pochłonięcia. I choć Elvira znała doskonale przyczynę tych uczuć, to wciąż ich nagromadzenie i sposób, w jaki emanowały z zazwyczaj spokojnego i opanowanego mężczyzny, przerażały ją.
- Sebastiann...! Ghh... K-kończ... już...
- Tak szybko, paniczu? Cóż się stało...?
- Powiedziałem... kończ... aah!
Sebastian nie odezwał się już więcej, nabił go na siebie mocniej. Ciel jęknął głośno, wyginając głowę do tyłu i wtulając twarz w jego szyję - jego zęby były zaciśnięte, policzki pokryte czerwienią. Sebastian wpił się w jego usta, przytłumiając finalny krzyk.
Gdy Ciel opadał niemal bezwładnie na łóżko, Sebastian bez słowa skierował się do łazienki, by obmyć swoje pokryte mleczną wydzieliną palce. Wrócił z mokrym ręcznikiem; Elvira stała i cierpliwie czekała, aż hrabia będzie w stanie przeczytać wiadomość od jej pani.
- Powiedz Eleonorze, że jestem gotów dobić targu, ale nie oczekuję od niej, aby do jutra miała umówioną kwotę.
Elvira uśmiechnęła się, wychodząc. Wiedziała, gdzie uda się w następnej kolejności i już z radością poklepywała złoty kluczyk, zawieszony na jej szyi.
Ciel przeczytał tekst jeszcze raz i westchnął, składając kartkę wpół. To, co goszcząca go hrabina wyprawiała, samo w sobie było obrazą dla całej szlachty angielskiej, a mimo to... To było niesamowite. Trudno było określić, czy jej popularność nie wynikała właśnie z jej ekscentryzmu.
- Paniczu, uważaj... - szept Sebastiana wyrwał go z zamyślenia. Kartka leżała na ziemi, jej brzeg był zakrwawiony. Ciel spojrzał na swój przecięty palec i westchnął.
- Przynieś... Sebastian! - jego policzki okryły się czerwienią, gdy Michaelis, patrząc prosto w jego oczy, wsunął sobie jego palec do ust i począł zlizywać szkarłatną krew. Jego wargi pokrywał uśmiech.
Subskrybuj:
Posty (Atom)